Też z początku sądziłem, że Wolf's z powodzeniem zastąpi u mnie IronX, na którego to szkoda mi było kasy. Rzeczywistość udowodniła jednak, że tylko IronX się do czegokolwiek nadaje. Wszystkie jego zamienniki są tylko substytutami: tańszymi, ale wyraźnie gorszymi.
Wolf's potrzebuje mnóstwa czasu, żeby zacząć działać, co niejednokrotnie kończy się tym, że zasycha na słońcu. Trzeba go też "mobilizować do działania" pędzelkiem. A potem wielokrotnie operację powtarzać.
Stanęło na tym, że Wolfsem felgę męczyłem półtorej godziny (trzy razy po pół godziny, bo zaczynał działać po piętnastu minutach i po kilku wzruszeniach), a IronX-em piętnaście minut. Natomiast na starych kołpakach nie chciał działać praktycznie w ogóle (a warunki miał idealne, bo łazienkowe).
Także oszczędność na samym środku jest tylko pozorna. Plus taki, że miętowy zapach przykrywa woń zbuka (ale w zamkniętym pomieszczeniu i tak kaleczy powonienie).